4. Psy, które wyglądają jak pandy: Dog Panda. Podobnie jak tak zwany pies tygrysi, malowane są również psie pandy. Białe psy Chow Chow są farbowane czarną farbą. Podczas wystawy w Chinach psy te były główną atrakcją. Wkrótce stało się popularne w USA do malowania pudli, aby wyglądały jak inne zwierzęta.
Program "Zanocuj w lesie" Bezpieczeństwo w lesie ; Edukacja. Las Rysia eRysia . Gry (otwiera nowe okno) Leśnoteka (otwiera nowe okno) Fotoblog (otwiera nowe okno) Słownik (otwiera nowe okno) Obiekty edukacyjne . Leśny Ośrodek Edukacji i Rehabilitacji Zwierząt w Kole ; Szlak konny ; Oferta edukacyjna . Terminarz, rezerwacje ; Drewno
Pobierz to zdjęcie Trzy Psy W Lesie Dwa Owczarki Niemieckie I Stary Buldog Angielski Siedzący Przed Dużym Drzewem Światło Słoneczne Świeci Na Głowie Psa Języki Wystające Z Ich Ust Środowisko Naturalne teraz.
Niska temperatura, duża ilość śniegu, brak pokarmu powoduje, że muszą one stosować różne sposób na przetrwanie. Jak zatem spędzają czas zwierzęta zimą w lesie? Jednym ze sposobów radzenia sobie z zimą jest migracja. Wiele ptaków np. bociany, wilga, słowik czy jaskółka opuszczają nasz kraj i odlatują do ciepłych krajów.
Dzikie psowate, które mimo wszystko znane są w niektórych miejscach jako psy Likaon pstry. Znany jest również jako simir, ale w języku angielskim nazywany jest “afrykańskim dzikim psem”. Żyje na równinach i nizinach Republiki Południowej Afryki. Tworzy stada do 50 osób, które gonią swoje ofiary przez kilka godzin, aż te się
Co zrobić kiedy natrafimy w lesie na martwe lub ranne zwierzę? Ukąsiła mnie żmija – co teraz? Potrąciłem samochodem zwierzę. Co robić? – odpowiedzi na te i inne pytania.
XOWWr. Pies puszczony luzem w lesie może być odstrzelony przez myśliwego - informacje takiej treści, na jakie natrafić można w gdyńskich lasach, zbulwersowały właścicieli czworonogów. - To jakiś chory pomysł, rzecz absolutnie nie do przyjęcia! - denerwuje się pani Dorota, która podczas spaceru zauważyła ostatnio kontrowersyjny plakat. Informacja o strzelaniu do psów opatrzona jest logiem, które przypomina to należące do Nadleśnictwa Gdańsk. Jego przedstawiciele w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim" zapewnili jednak, że jest to niefortunna pomyłka, a żadna akcja likwidowania przez myśliwych czworonogów biegających luzem nie jest szykowana. Truciciel psów i ptaków z Gdyni powrócił Szczują psy na sarny w rezerwacie Kępa Redłowska w Gdyni. "To są regularne polowania". Myśliwi będą strzelać do psów?Wobec myśliwych, dopuszczających się takich czynów, zapadały w przeszłości wyroki w procesach karnych. Niektórym odbierano też uprawnienia. Nie zmienia to jednak faktu, że według przedstawicieli Nadleśnictwa Gdańsk psy biegające luzem po obszarach leśnych są dużym i nasilającym się problemem, a inne informacje, zawarte na kontrowersyjnym plakacie, mają istotny walor edukacyjny. Właściciele czworonogów ostrzegani są że ich pupil puszczony samopas może pogonić i zranić dzikie zwierzęta, napotkać wnyki, dziki, duże drapieżniki, jak wilki, które go zaatakują, niepokoić innych spacerowiczów i ich psy. Pies pogryzł mężczyznę na plaży w GdyniPodobne spostrzeżenia mają mieszkańcy, którzy wybierają się w Gdyni na spacery do lasu. Ich zdaniem problem z czworonogami, puszczanymi luzem, nasila się. - Właściciele psów uważają się za jakąś uprzywilejowaną kastę, której nie dotyczy obowiązujące prawo - mówi pan Michał, często biegający w lesie na Dąbrowie. - Każdy z nich zdaje sobie sprawę, że puszczanie czworonoga luzem w lesie jest nielegalne, naraża na niebezpieczeństwo dzikie zwierzęta, ale także ludzi. Nic sobie jednak z tego nie robią. Psy bez kagańca i smyczy regularnie atakują biegaczy i osoby jeżdżące na rowerze. Te rasy agresywnej także inne czworonogi. Moja partnerka, trenująca rok temu w lesie, została dotkliwie pogryziona przez owczarka, a sprawa trafiła na policję. Najbardziej śmieszą mnie tłumaczenia właścicieli psów, że ich pupil nie jest rzekomo agresywny i nic nikomu nie zrobi. Najczęściej jest to jakaś farsa. Z moich obserwacji wynika, że jakieś 90 procent psów w lesie absolutnie nie słucha się swoich właścicieli. Co więcej, widziałem sytuacje, kiedy nawet, gdy czworonóg był na smyczy, to wyprowadzające go dzieci lub kobiety nie były w stanie go utrzymać, gdy zauważył inne zwierzę. Pies przewracał takie osoby, wyrywał się im i próbował atakować wspomnieć, że prowadzenie psa bez smyczy, zarówno w mieście, jak i w lesie, jest nielegalne. Na podstawie znowelizowanego w kwietniu tego roku Kodeksu Wykroczeń grozi za to wysoki mandat, w kwocie nawet do 500 złotych. AKTUALIZACJAPo publikacji artykułu otrzymaliśmy wiadomość od rzecznika prasowego Nadleśnictwa Gdańsk, Łukasz Plonus. Przekazał, że nie jest prawdą, że plakat z informacją o odstrzale psów zawiera logo Nadleśnictwa Gdańsk:Nie jest prawdą, że plakat z informacją o odstrzale psów zawiera logo Nadleśnictwa Gdańsk. [...] Na żadnym etapie tworzenia nie był on konsultowany z leśnikami. Dopiero po kontakcie przedstawicielki Fundacji Odin z Nadleśnictwem Gdańsk wskazaliśmy, że taki plakat zawiera nieprawdziwą i szkodliwą informację dot. możliwego odstrzelenia zwierzęcia przez myśliwego. Zgodnie z przepisami, etyką łowiecką i zwykłą ludzką empatią nie może być zgody na tego typu traktowanie zwierząt domowych, w tym psów. Autorka plakatu niezwłocznie usunęła tę informację z plakatu. Wspomnianą w tekście konsultacją z przedstawicielką Fundacji Odin, było jedynie zwrócenie uwagi, że plakat zawiera nieprawdziwą i szkodliwą informację dot. możliwego odstrzelenia zwierzęcia przez myśliwego — można przeczytać w komunikacie, który otrzymaliśmy. Gdyńskie Ciapkowo apeluje: "Nie bójcie się adoptować starych... Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Spotkałeś w lesie dzikie zwierzę? Uciekać czy zastygnąć w bezruchu? Jak postąpić w przypadku spotkania małych zwierząt, a jak w przypadku tych większych? Oto kilka cennych porad, które mogą uratować zdrowie, a czasem życie. Pierwsza podstawowa zasada obowiązującą podczas wędrówki brzmi – nie dokarmiaj i nie dotykaj – lecz natychmiast się wycofaj z terenu, na którym są nieoswojone zwierzęta. Większość dzikich zwierząt – sarny, zające, lisy, wilki i dziki – wcale nie mają ochoty na spotkanie z człowiekiem, co nie oznacza, że nie będą atakować. Jeśli poczują zagrożenie albo będą niepokojone przez psy, mogą stanowić poważne zagrożenie i zaatakować również człowieka. Inną ważną zasadą jest – nie śmiecić. Jeśli obozujesz w lesie albo szukasz jagód czy grzybów, nie zostawiaj w lesie resztek jedzenia. Większość z tego, co zjada człowiek nie nadaje się do spożycia dla dzikich zwierząt – może to spowodować zatrucie, a nawet śmierć zwierzęcia. Poza tym warto pamiętać, że nieoswojone zwierzęta szybko przyzwyczają się do łatwej zdobyczy – w efekcie czego mogą zacząć podchodzić coraz bliżej osiedli – jest to typowe zachowanie dla dzików, które regularne pojawiają się na miejskich osiedlach w pobliżu lasu. Dziki Jeśli wędrujesz po lesie, ale zdarza ci się iść na przełaj, lub zgubić drogę, warto byś pamiętał, że kępa świerków w sosnowym lesie może być legowiskiem dzików z młodymi. Pamiętaj, aby natychmiast zejść dzikowi z drogi – nie dokarmiaj, nie rób zdjęć – a psa bezwarunkowo weź na smycz. Zaatakowany lub poirytowany dzik może zacząć biec w twoją stronę. Dorosły dzik waży 100-300 kg, a jego 20-cm szable są ostre jak brzytwa – w starciu z nim będziesz miał niewielkie szanse. Najlepszym schronieniem będzie drzewo, samochód lub inna zamknięta przestrzeń. Wilki Wbrew powszechnym mitom to bardzo pokojowe zwierzęta. Z reguły poruszają się w stadzie i natychmiastowo uciekają na widok dwunożnej istoty. Jeśli jednak spotkasz pojedynczego osobnika kieruj się następującymi zasadami: nie patrz w oczy, nie rób gwałtownych ruchów, nie biegnij, ale wycofuj się tyłem. Jeśli napotkany wilk nie będzie się wycofywał sam z siebie może to oznaczać, że masz do czynienia z młodym wilczkiem – ciekawość może zaburzać jego naturalne instynkty. Bez obaw. Jeśli nie będzie prowokowany zostawi cię w spokoju. Sarny i koziołki Choć wyglądają jak okazy ciepła i łagodności – w obronie młodych mogą agresywnie zaatakować. Sarny z natury są płochliwe, a ich niezwykła prędkość jest główną linią obrony w razie napotkanego zagrożenia. Zdarzają się jednak przykre wyjątki – jeśli człowiek naruszy ich terytorium mogą przejść do ataku. Koziołki mają krótkie wyrostki, które mogą natychmiastowo zadać głęboką ranę. Zające Czytaliście „Wodnikowe Wzgórze”? Choć to lektura dla dzieci i młodzieży – efekt niezwykłej fantazji Richarda Adamsa – wiele rzeczy jest prawdziwych. Zające faktycznie mogą poszarpać przeciwnika i dotkliwie go „pobić”. Jeśli spotkasz na łące zająca, daj mu uciec – nie dokarmiaj go i nie podchodź. Jeśli widzisz młode pozostawione bez opieki – w żadnym wypadku nie zabieraj go ze sobą. Choć zając sam z siebie nie jest zagrożeniem, to jednak schwytany za uszy lub zaskoczony przez spotkanie z człowiekiem może być agresywny – broni się drapiąc i zadając rany szarpane. To, że zając siedzi w trawie w całkowitym bezruchu nie oznacza, że ma ochotę na spotkanie z człowiekiem – to raczej ostrzeżenie, abyś nie podchodził zbyt blisko. Lisy Łatwość zdobywania pokarmu na obszarach miejskich sprawia, że widujemy je coraz częściej w wielkich miastach. Przechadzają się chodnikami lub ulicą nie zważając na takie zagrożenie jak nadjeżdżające samochody. Na widok człowieka, każdy zdrowy lis ucieka. Jeśli jednak podchodzi do ciebie – nie jest płochliwy, ale ciekawy – miej się na baczności. Może to oznaczać, że jest nosicielem groźnej wścieklizny. Chore osobniki mogą atakować zwierzęta podobnych rozmiarów. Jeśli jesteś na spacerze z psem i napotkacie lisa w lesie – natychmiastowo odejdź w przeciwnym kierunku. Żmije Wbrew pozorom nie są groźne ani skłonne do kąsania czy wstrzykiwania jadu. Takie sytuacje – choć opisywane nagminnie – zdarzają się jednak bardzo rzadko. Jad jest substancją, która pozwala żmijom zdobywać pożywienie – mając jego niedostatek skazałyby się na głód, w skrajnych przypadkach – śmierć głodową. Prędzej będą syczeć i uciekną niż zaatakują – chyba że znajdą się w pułapce. Żmije wyczuwają wibracje kroków na długo, zanim człowiek znajdzie się w pobliżu. Jeśli jednak zobaczysz przy swojej stopie wijące się zwierzę, nie rób gwałtownych ruchów i poczekaj aż żmija odejdzie. Łosie Choć są rzadko spotykane, warto wspomnieć o kilku ważnych zasadach postępowania w przypadku zaskoczenia zwierzaka na jego terytorium. Jeśli łoś będzie chciał zaatakować poznasz to po zmianie w jego ciele – opuszczona głowa, położne uszy i najeżona sierść na grzbiecie, a także powolne zbliżanie się w twoim kierunku będą wyraźnym sygnałem do ataku. W takim wypadku należy jak najszybciej uciec, klucząc po otwartej przestrzeni zygzakiem. W pierwszej kolejności należy szukać schronienia wśród drzew albo w samochodzie. Kluczenie daje człowiekowi przewagę nad szybkim, ale mało zwinnym łosiu. TUTAJ przeczytasz inne, ciekawe historie o dzikich zwierzętach. Opracowanie: Kamila Gulbicka Źródło: Styl życia
Wolność, czyli? Krótka rozprawka o leśnych sprawkach Raz po raz atakowani jesteśmy przez massmedia informacjami o odstrzeleniu przez myśliwych psów biegających luzem po lesie. Psiarze powołali wiele stowarzyszeń, for, organizacji, które mają zmienić ten stan rzeczy. Jednak psiarze tak często zapominają o Prawie RP, w którym powinni się poruszać, a które mówi wyraźnie w Ustawie o lasach, że zakazuje się puszczania psów luzem w lesie i właściciela można ukarać za takie działanie. [podstawa prawna USTAWA z dnia 21 sierpnia 1997 r. O OCHRONIE ZWIERZĄT (Dz. U. z 1997 r. Nr 111, poz. 724) z późniejszymi zmianami]. Zachęcam do lektury. Prawie każdy z nas lubi spacerować po lesie. Przyjemne zapachy i odgłosy natury, w połączeniu z pięknem przyrody i wolnym od codziennych zajęć czasem skłaniają nas do częstych wypadów za miasto. Jeśli dodatkowo spacerowicz jest szczęśliwym posiadaczem czworonoga, oboje z reguły uwielbiają ten sposób przebywania ze sobą. Kilka godzin na świeżym powietrzu przyjemnie koi nerwy, pozwala dojść do ładu z samym sobą, a naszemu kudłatemu przyjacielowi zapewnia moc wrażeń, które potem odsypia przez pół dnia pochrapując z lekka na kanapie. Właściciel po powrocie z wypadu za miasto ogląda delikwenta dokładnie, czy pupil nie przyniósł ze sobą lokatorów w postaci kleszczy, i zasiada wygodnie przed telewizorem, chwytając pilota i rozkoszując się zasłużonym odpoczynkiem. Pokonał przecież kilka ładnych kilometrów po wertepach za psem, ciągnącym na smyczy niczym parowóz, węszącym po krzakach, poszczekującym na uciekającą w popłochu zwierzynę, i kopiącym doły w poszukiwaniu Bogu ducha winnych myszek. O ile prościej byłoby spuścić psiaka ze smyczy, przecież „on się słucha i pilnuje swego właściciela, i zawsze wróci na zawołanie”... Tu wkrada się zdrowy rozsądek i logika. Właściciel psa mglisto przypomina sobie zasłyszane gdzieś wiadomości, że z tym puszczaniem psa luzem w lesie coś jest nie tak. Ale przecież jego pies nic nigdy nikomu nie zrobił, nie ugryzł, nie jest agresywny. Uspokaja się trochę, dalej wertuje kanały telewizyjne w poszukiwaniu czegoś sensownego. Nagle w wiadomościach pojawia się reportaż o ludziach, którym myśliwy odstrzelił psa. Właściciel z zainteresowaniem śledzi dyskusję pogrążonych w rozpaczy ludzi którzy stracili swego przyjaciela. On też był łagodny, nieagresywny, a to że biegał po lesie to jeszcze nie dowód że zagryzł jakieś zwierzątko. Myśli sobie: „a to kawał drania, na pewno to był zwykły kłusownik”, i oddycha z ulgą że jego psa to nie dotyczy. Na następnym spacerze w lesie przed spuszczeniem ze smyczy swego ulubieńca zastanowi się jednak trochę, i powstrzyma przed odpięciem karabińczyka. Tak mogłoby to wyglądać. W rzeczywistości spora część właścicieli spuszcza swe psy w lesie, ponieważ sądzi, że w ten sposób dostarczy im sposobności do swobodnego wybiegania się. Fakt, że naraża się na niebezpieczeństwo swojego ulubieńca, jakoś nie do wszystkich dociera. Co roku odstrzelonych zostaje wiele psów, część z nich słusznie, część ginie niewinnie. Myśliwy, składając się do strzału, ma z reguły niewiele czasu, by ocenić czy pies spełnia kilka poniższych warunków: przebywa w terenie bez opieki, wykazuje oznaki zdziczenia, znajduje się ponad 200 m od najbliższych zabudowań mieszkalnych stanowi zagrożenie dla zwierząt dziko żyjących w tym łownych. Każda sprawa zastrzelenia psa jest inna, indywidualna, ale wszystkie je łączy jedna cecha- brak nadzoru człowieka nad zwierzęciem. Jedno jest pewne- gdyby każdy człowiek należycie opiekował się swym czworonożnym przyjacielem, wielu takich sytuacji można by uniknąć. A tak- pozostaje tylko ból, pustka po stracie członka rodziny, rozgoryczenie i wściekłość na ludzi, którzy powołani są do pełnienia czasem niewdzięcznej roli strażników ochrony przyrody. Prawo nakłada na myśliwych obowiązek (nie chcę pisać-przywilej) eliminowania bezpańskich psów i kotów, które dziesiątkują zwierzynę łowną, będącą własnością Skarbu Państwa. Korzystają z niego w celu ochrony obwodów łowieckich przed wytrzebieniem zwierzyny, a także by zapewniać równowagę ekosystemu. Tak, tak... to jedno z wielu zadań myśliwych- po pierwsze chronić przyrodę, tak aby każdy mógł z niej korzystać, i by mogła pozostać w jak najlepszym stanie dla przyszłych pokoleń. I to nie bezmyślne zabijanie zwierząt jest wbrew powszechnej opinii głównym celem istnienia myśliwych i Polskiego Związku Łowieckiego. Do zadań Zrzeszenia należy między innymi: 1) prowadzenie gospodarki łowieckiej; 2) troska o rozwój łowiectwa i współdziałanie z administracją rządową i samorządową, jednostkami organizacyjnymi Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe i parkami narodowymi oraz organizacjami społecznymi w ochronie środowiska przyrodniczego, w zachowaniu i rozwoju populacji zwierząt łownych i innych zwierząt dziko żyjących; 3) pielęgnowanie historycznych wartości kultury materialnej i duchowej łowiectwa; 4) ustalanie kierunków i zasad rozwoju łowiectwa, zasad selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych; 5) czuwanie nad przestrzeganiem przez członków Zrzeszenia prawa, zasad etyki, obyczajów i tradycji łowieckich; 6) prowadzenie dyscyplinarnego sądownictwa łowieckiego; 7) organizowanie szkolenia w zakresie prawidłowego łowiectwa i strzelectwa myśliwskiego; 8) prowadzenie i popieranie działalności wydawniczej i wystawienniczej o tematyce łowieckiej; 9) współpraca z pokrewnymi organizacjami zagranicznymi; 10) wspieranie i prowadzenie prac naukowych w zakresie gospodarowania zwierzyną; 11) prowadzenie i popieranie hodowli użytkowych psów myśliwskich i ptaków łowczych; 12) realizacja innych zadań zleconych przez ministra właściwego do spraw środowiska. Członkiem PZŁ zostaje ten, kto odbył odpowiedni staż w kole myśliwskim, został do koła wprowadzony przez starszych stażem kolegów, opłacił wcale niemałe wpisowe i składkę członkowską, oraz wykazał się znajomością wielu przepisów i całkiem pokaźnej wiedzy biologicznej. Musi być pełnoletni , korzystać z pełni praw publicznych, być nie karany. Nie można przyjść z ulicy, dostać do ręki sztucer i od razu pójść w knieję by coś unicestwić. Po tym wszystkim, świeżo upieczony myśliwy ma więcej obowiązków, niż przyjemności. Uczestniczy bowiem w pracach społecznych organizowanych przez koło łowieckie, do którego należy (pojęcie bardzo szeroko rozumiane- od budowy ambon, paśników, kładek, mostków, umacniania wałów, dokarmiania zwierzyny w zimie, rozkładania szczepionek, liczenia zwierząt, na pomocy lokalnej ludności kończąc), dba o dobre imię PZŁ, ochrania jego mienie, bierze udział w zwalczaniu kłusownictwa i szkodnictwa łowieckiego (rozumie się przez to właśnie eliminację zagrożeń ze strony bezpańskich zwierząt domowych) aż wreszcie zobowiązuje się przestrzegać obowiązujących zasad dotyczących prowadzenia prawidłowej gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem zasad selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych. Nie można więc sobie pójść tak sobie z wyżej wymienionym sztucerem w knieję, by upolować np. kozła. Trzeba jeszcze wiedzieć, dlaczego jednego kozła można strzelić, a drugiego nie, i jak je odróżnić. Strzela się przede wszystkim zwierzynę, która nie przyniesie pożytku populacji- osobniki chore, upośledzone, stare. Przy życiu zostają osobniki młode, zdrowe, dające najlepsze geny przyszłym pokoleniom. Nie koniec na tym, za upolowanego zwierzaka myśliwy musi zapłacić- często znaczną sumę. Każde koło ma także plan gospodarki zwierzyną, który zakłada ile osobników danego gatunku można odstrzelić bez szkody dla ekosystemu. To ważne, jeśli np. jakieś dzikie zwierzę zostanie potrącone przez samochód i zginie, plan jest pomniejszany o tą ilość zwierząt danego gatunku, którego w środowisku ubyło. Pies jest nieodłącznym towarzyszem myśliwego. Pomaga wytropić, osaczyć zwierzynę i zaaportować ją swemu panu. Psy myśliwskie podczas pracy na tropie prowadzone są na otoku. Gdy zachodzi potrzeba spuszczenia psa ze smyczy na polowaniu, koledzy myśliwi wiedzą do kogo należy pies, wiedzą także że pracuje swobodnie, dlatego zachowują ostrożność by go nie zranić przypadkowym strzałem. Gdy myśliwy poluje w pojedynkę, w kole łowieckim, do którego należy, zgłasza w jakim będzie rewirze, co pozwala uniknąć płoszenia sobie wzajemnie zwierzyny, i minimalizuje ryzyko postrzelenia. Myśliwi często wyposażają swe psy w odblaskowe kamizelki, które dodatkowo poprawiają ich bezpieczeństwo. Myśliwi to wielokrotnie miłośnicy psów, więc tym bardziej eliminowanie wałęsających się psów i kotów jest dla nich czynnością przykrą, nie sprawiającą im satysfakcji, ale jest czynnością konieczną, chroniącą zwierzęta dziko żyjące, w tym zwierzęta łowne. W ostatnich latach leśnicy i myśliwi wielokrotnie znajdowali zagryzione przez wałęsające się psy sarny i zające. Często zdarzają się również przypadki atakowania ludzi. Natomiast koty czynią duże spustoszenia wśród kuropatw, bażantów i innego pożytecznego ptactwa gniazdującego na ziemi. Z tych powodów czynności takie jak eliminowanie szkodnictwa łowieckiego wydają się być jak najbardziej słuszne. Podsumowując: pies nie polujący, czyli nasz zwykły domowy przyjaciel, koniecznie powinien przebywać w lesie na smyczy. Jest to podyktowane wymogami prawa, jak i bezpieczeństwem naszego czworonoga. W każdym lesie, państwowym czy prywatnym, jeśli występują w nim dzikie zwierzęta, z którymi może mieć kontakt nasz pies, musi przebywać pod pełną kontrolą na smyczy, gdy teren jest nie ogrodzony. Jesteśmy odpowiedzialni za stworzenie, którego jesteśmy właścicielem, czy nam się to podoba, czy nie. Myśliwi natomiast są powołani do chronienia dzikiej przyrody, i to zadanie starają się wypełnić dla dobra wszystkich. Jeśli łamiemy prawo, spuszczając psa ze smyczy w lesie, sami stajemy się winni jego cierpieniom lub śmierci. Weźmy pod uwagę, że psa może czekać nie tylko śmierć od kuli, ale i umieranie wiele dni w strasznych męczarniach w wypadku zaplątania się we wnyki kłusownicze, lub po prostu zagubienie. Zdarzają się oczywiście przypadki zastrzelenia psa na oczach właściciela, na terenach zabudowanych, ale ludzi którzy się dopuszczają takich czynów, nie można nazywać myśliwymi, lecz raczej zwyrodnialcami. Karolina Karkuszewska WORTAL
- Nie ma weekendu, bym na spacerze czy podczas biegania w lesie nie został zaatakowany przez biegające luzem psy. Ich właściciele oczywiście pojawiają się dopiero po chwili i beztrosko opowiadają, że "on nie gryzie, nic nie zrobi" itd. Kiedy to się skończy? - pisze nasz czytelnik, pan Adrian. Oto jego list. Uwielbiam lasy oliwskie i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał się z ich okolicy przeprowadzić. Po całym tygodniu w pracy w weekend uwielbiam w nich wypoczywać - jeżdżąc na rowerze, biegając lub po prostu spacerując. Ale mam wrażenie, że z roku na rok ten wypoczynek jest coraz bardziej stresujący. Przez psy, a raczej ich bezmyślnych właścicieli. Coraz częściej muszę opędzać się od agresywnych, goniących mnie i szczekających psów. Kiedyś takie sytuacje były incydentalne, a jeśli już się zdarzały, zawstydzony właściciel przepraszał i od razu brał psa na smycz, często też zakładał mu kaganiec. "On nie gryzie", "wychowuje się z dziećmi"A teraz? "Oj, on nie gryzie, Fafik, chodź, zostaw pana" - a Fafik oczywiście nie reaguje. Albo: "On nie gryzie, tak się bawi, bo to pies wychowany z dziećmi" - ledwo słyszalne przez ujadającego i szczerzącego kły wilczura. Czytaj także: Co robić, gdy pies goni zwierzaka?Zwracanie uwagi nic nie daje, psy są agresywne, a właściciele wcale nie lepsi. "Pies się musi przecież wybiegać" to najczęstsza wymówka. Odpowiadam więc, żeby wzięli go do pracy - szef na pewno zrozumie i się ucieszy. Albo do znajomych - niech pogania za ich dziećmi, przecież nie gryzie...Oczywiście nie ma co liczyć na zrozumienie. Nie dociera nic - ani ironia, ani prośby, ani sugestie. Wszystko wskazuje więc, że do właścicieli dotrze dopiero siła. Ja też mam psa, dużego, uważanego za rasę agresywną. Włożyłem mnóstwo czasu i środków w jego wyszkolenie, by reagował na komendy i posłuszeństwo było ważniejsze od instynktu. Mandat do 500 zł, ale straży leśnej czy miejskiej brakMimo że nigdy nie powinien nikogo zaatakować, a nawet nie podbiegnie do innego psa czy człowieka bez mojej zgody, nie przyszło mi do głowy, by puszczać go luzem w lesie. Nawet w kagańcu, bo duży pies może poturbować także w również: Nie głaszcz obcych psów, nawet spokojnychMoże jednak będę musiał mu go zdjąć i wybrać się na spacer w lasy oliwskie, by bronił mnie przed głupotą właścicieli innych psów? Bo ani straż miejska, ani straż leśna [za puszczanie psa luzem w lesie teoretycznie grozi nawet 500 zł mandatu - dop. red.] się w te tereny nie zapuszcza. Tylko czy o to chodzi, że rację ma mieć silniejszy? Naprawdę ludzie nie mogą zrozumieć, że las - zwłaszcza pod miastem! - to nie miejsce, by puszczać psy bez smyczy i kagańca? Co Cię gryzie - artykuł czytelnika to rubryka redagowana przez czytelników, zawierająca ich spostrzeżenia na temat otaczającej nas trójmiejskiej rzeczywistości. Wbrew nazwie nie wszystkie refleksje mają charakter narzekania. Jeśli coś cię gryzie opisz to i zobacz co inni myślą o sprawie. A my z radością nagrodzimy najciekawsze teksty biletami do kina lub na inne imprezy odbywające się w Trójmieście.
Error ConnectYourDomain occurred Regardless, we recommend you to update your browser.
dzikie psy w lesie